STRAŻACY OCHOTNICY Z SIEDLCA MOGĄ STRACIĆ WÓZ BOJOWY

Podczas wyjazdu do pożaru trawy w Siedlcu trzech strażaków ochotników zderzyło się wozem bojowym z samochodem osobowy. Jak się okazało, wszyscy wcześniej spożywali alkohol. Strażak, który podaje się za kierowcę, miał 0,27 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, drugi 0,63 promila, trzeci 1,8 promila. Ochotnicy z Siedlca do odwołania nie będą uczestniczyli w akcjach, bo ich wóz ratowniczo-gaśniczy jest na policyjnym parkingu. Ale jeśli spełni się zapowiedź burmistrza Radłowa Zbigniewa Mączki, to ochotnicy będą musieli zawiesić swoją działalność.

„Rozmawiałem z większością radnych. Wszyscy są zgodni, że tę jednostkę OSP, która przysparza nam od wielu lat kłopotów, w jakiś sposób trzeba zdyscyplinować. Ale przede wszystkim mówią o tym, żeby wycofać samochód bojowy z tej jednostki i przekazać innej jednostce, która działa nienagannie. Wóz jest majątkiem gminy” – według burmistrza Zbigniewa Mączki podczas kolizji z samochodem osobowym ochotnicy z Siedlca zachowywali się też w sposób niegodny munduru strażaka.

„Pan burmistrz chyba sobie żartuje” – odpowiada komendant OSP w Siedlcu Kazimierz Bryl. „Oczywiście taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, to nie podlega dyskusji. Ale jak można do tego w ten sposób podchodzić. Nie rozumiem takich wypowiedzi, bez zastanowienia, nawet bez rozmowy z nami. Nie wyobrażam sobie, żeby z powodu wybryku jednego czy trzech strażaków likwidować jednostkę, która działa prawie 100 lat”.

Formalnie ochotnicze straże pożarne są stowarzyszeniami i burmistrz nie może ich zlikwidować. Ale odebranie samochodu pożarniczego w praktyce prowadziłoby do wygaszenia działalności ochotników.

Komendant OSP w Siedlcu podkreśla, że w najbliższych dniach dojdzie do zebrania, podczas którego będzie wyjaśniana cała sytuacja. Ma w nim wziąć udział także komendant Państwowej Straży Pożarnej w Tarnowie. „Musimy sprawę dokładnie rozeznać i dopiero wyciągać jakieś konsekwencje” – podkreśla Kazimierz Bryl.

Burmistrz Radłowa Zbigniew Mączka zwraca też uwagę na to, że po wprowadzeniu ekwiwalentu dla strażaków ochotników w całej Polsce pojawiły się nieuzasadnione wyjazdy. „Czasami sami strażacy zgłaszają takie sytuacje, które później samoistnie zostałyby wygaszone, tak jak było w tym przypadku i tam w ogóle nie potrzebna byłaby interwencja”. Wysokość ekwiwalentu ustala rada gminy, w przypadku Radłowa to 10 złotych za godzinę.

Co ciekawe, podobne zdanie ma komendant ochotników z Siedlaca, który przekonuje, że był przeciwny wprowadzeniu ekwiwalentu. „Uważam, że jest mnóstwo wyjazdów w całej Polsce, do których nie powinno się wyjeżdżać. Bo np. ognisko się pali, ktoś zgłosi i oni wyjeżdżają. Śmiem twierdzić, że niektórzy na ten ekwiwalent lecą”.

Źródło: Radio Kraków . Bartek Maziarz/jgk