Akcja III Most. Jak to wtedy z Dakotą było?

001A1353We wtorkowej (2 maja br.) relacji onetu z przewiezienia szczątków Dakoty, samolotu identycznego z tym jaki uczestniczył w lipcu 1944 roku w słynnej akcji III Most ze zgrozą przeczytałem takie oto zdanie: „Wrak samolotu Douglas C-47 Skytrain/Dakota jest już w Zabawie pod Tarnowem. Taką maszyną Jan Nowak-Jeziorański został przerzucony do Polski w trakcie II wojny światowej. Wylądował wtedy pod Tarnowem, a akcja odbyła się pod kryptonimem Most III. ”

Wynikałoby z tego zdania, że samolot Dakota przyleciał z bazy lotniczej w Brindisi we Włoszech po to, by przywieźć do okupowanej Polski znanego „kuriera” Jana Nowaka Jeziorańskiego. Było dokładnie odwrotnie: został on zabrany z Polski do Londynu. Ani słowa o tym, że akcję III Most zorganizowano po to, by przesłać do Londynu fragmenty niemieckiej rakiety v-2, uzyskanych na skutek rozmaitych tajnych działań Armii Krajowej- a to było przecież istotą misternie zaplanowanej i brawurowo zorganizowanej akcji. Jak zatem wyglądały tamte wypadki, których rezultatem w dużej mierze było odwrócenie niemieckiej przewagi lotniczej nad Anglią?

Dzięki uprzejmości p. Mieczysława Sobola znaleźliśmy się w posiadaniu niezwykłego dokumentu. Są nim zapiski ppłk.”Mirosława”- Stefana Musiałka-Łowickiego, b. inspekora AK „Tama”- Tarnów. Był on w lipcu 1944 dowódcą akcji III Most. Jego relacje z miejsca akcji mają dziś bezcenne znaczenie.

Akcja obfitowała w dramatyczne, ale nierzadko także i tragikomiczne zdarzenia. Kiedy Dakota miała już startować z bazy w Brindisi ( co londyńskie radio miało sygnalizować piosenką „Góralu ,czy ci nie żal”),okazało się, że lądowisko pod Wał-Rudą upatrzyło sobie niemieckie lotnictwo i przez kilka dni pod rząd lądowały i stratowały tu niemieckie „storchy”. Dosłownie na dzień przed lądowaniem Dakoty Niemcy zaprzestali korzystania z tego polowego lotniska…

Ale w nieodległej szkole zakwaterowali się niemieccy lotnicy.Za późno już było, żeby akcję odwołać. Szkoła została obstawiona posterunkami AK, które miały uderzyć na Niemców, gdyby ci zainteresowali się, co dzieje się na lądowisku.

Wreszcie, tuż po północy z 25 na 26 lipca 1044 dakota nadlatuje i po parokrotnym okrążeniu ląduje. Jej pobyt ,niezbędny na załadowanie poczty i przede wszystkim części rakiety v-2,niemieckiej tajnej broni, obliczano na nieco ponad kwadrans. Tymczasem potrwał ponad godzinę…

Samolot wrył się kołami zbyt głęboko w grząski grunt-wcześniej padały ulewne deszcze, ziemia obeschła co prawda, ale łąka pozostała podmokła. Nie pomogły starania o poderwanie maszyny, Czyniono je dwukrotnie, za trzecim nieudanym startem padła decyzja, by części wypakować i ukryć, a maszynę spalić. Początkowo ppłk. Musiałek- Łowicki nie chciał się na to zgodzić, ale naciskany przez mjr Culliforda, Brytyjczyka dowodzącego maszyną, zgodził się. Zaprotestowała żywiołowo polska obsługa akcji. Ostatecznie zdecydowano się na kolejny, czwarty start. Kiedy Arciszewskiemu, w czasie biegu do samolotu spadł z głowy kapelusz, zaczął za nim biec po łące, i dopiero uwaga, że nie ma czasu i że nowy kupi sobie w Londynie ostudził jego zapał w poszukiwaniu zguby. A było dobrze po północy. I wreszcie Dakota ruszyła w powietrze!

W czasie całej akcji Anglicy i polscy cywile- Nowak- Jeziorański, Arciszewski i Rettingr z niepokojem patrzyli, jak to co dzieje się na lądowisku obserwuje, oparty o płot niemiecki wartownik. Z tej odległości, nocą, nie mógł dostrzec numerów rozpoznawczych maszyny, ale zawsze przecież mógł obudzić śpiących w szkole niemieckich dowódców. Okazało się jednak, że był to… polski wartownik w niemieckim przebraniu!

Znane jedynie kilku osobom wspomnienia ppłk.” Mirosława” są niezwykle fascynujące. Ich fragmenty będziemy publikować w każdym weekendowym wydaniu naszego portalu.

Fot. archiwum Omega Pilzno

Tekst:Tarnow.in