BEATA HUDYMA – potrzebne są zmiany systemowe

– W powszechnej opinii służba zdrowia w naszym kraju nie jest w najlepszej kondycji. Słychać sporo narzekań, sporo pretensji. Pani pracuje w Mościckim Centrum Medycznym na stanowisku ds. pielęgniarstwa i nadzoru epidemiologicznego. Jak Pani widzi, jak Pani ocenia służbę zdrowia w naszym kraju?

11059903_845236672241902_1100210625800134646_n– Nie jest żadną tajemnicą fakt, że służba zdrowia w naszym kraju jest chora. Narzekania i pretensje są w pewnym stopniu uzasadnione zarówno ze strony pacjentów, jak i pracowników ochrony zdrowia. Utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów, odczuwalny brak lekarzy rodzinnych, ciągły spadek liczby pielęgniarek i położnych, gigantyczne kolejki do planowych zabiegów ortopedycznych, okulistycznych czy innych, długi czas oczekiwania na diagnostykę, drogie leki, wszechobecna biurokratyzacja zawodów medycznych, to tylko wierzchołek góry lodowej z którą pewnie zderzy się NFZ. Stan opieki medycznej jest w Polsce znacznie gorszy niż w krajach o porównywalnym PKB na głowę mieszkańca. Może to świadczyć o tym, że problemem nie jest tak naprawdę tylko brak pieniędzy, ale sposób w jaki są wydawane.

– Co zrobić, aby poprawiła się sytuacja w służbie zdrowia? Aby zadowoleni byli zarówno pacjenci, jak również pracownicy sektora medycznego?

– Jak już wcześniej wspomniałam opieka zdrowotna wymaga gruntownej reformy. Trzeba stworzyć taki system, który zapewni pacjentom poczucie bezpieczeństwa i dostęp do bezpłatnych usług zdrowotnych, system, w którym chory człowiek nie będzie traktowany tylko, jako procedura, czy cyferka w bilansie finansowym szpitala. Pracownicy natomiast będą pracować w dobrych warunkach, będą mieli czas dla pacjenta, będą mogli korzystać z bezpłatnych szkoleń, a za swoją pracę otrzymywać godne wynagrodzenie.

– Za słuszne uważa Pani postulaty pielęgniarek, które za swoją ciężką pracę domagają się godziwych zarobków?

– Jak najbardziej tak. Przecież każdy człowiek potrzebuje godziwej pracy zapewniającej mu i jego rodzinie bezpieczną przyszłość. Polskie pielęgniarki i położne nigdy nie były dobrze wynagradzane a obecnie zarabiają kilkakrotnie mniej niż ich koleżanki np. w Niemczech, Anglii czy Szwajcarii. Ponadto pracują bardzo ciężko, mamy jeden z najniższych w Europie wskaźników stosunku liczby pielęgniarek do liczby mieszkańców. W obecnych realiach zawód pielęgniarki można uznać za zawód ekstremalny. Niejednokrotnie pielęgniarka czy położna na dyżurze jest jednocześnie, sprzątaczką, rejestratorką, gońcem do laboratorium, informatykiem i ochroniarzem w jednej osobie. Na pielęgniarce ciąży nieustanna presja, odpowiedzialność i ryzyko, gdzie każdy, nawet najmniejszy błąd może okazać się bardzo poważny w skutkach, w grę wchodzi przecież ludzkie życie. Dlatego między innymi młode pielęgniarki i położne po ukończeniu studiów podejmują pracę za granicą. Ostatnie statystyki są zatrważające, wskazują na to, że w niedalekiej przyszłości może zabraknąć rąk do pracy. Szczególnie jest to niebezpieczne w dobie starzejącego się społeczeństwa. Następuje ewidentna erozja polskiego pielęgniarstwa, czy podwyżki obiecane przez Ministra Zdrowia ją zahamują, nie wiem? Tutaj trzeba zmiany systemowej.

– Współpracuje Pani z PWSZ w Tarnowie w zakresie kształcenia zawodowego studentów Wydziału Pielęgniarstwa. Na czym ta współpraca polega?

– Od kilku lat prowadzę praktyki zawodowe w zakresie Podstawowej Opieki Zdrowotnej na pierwszym roku Pielęgniarstwa. Zajęcia odbywają się w przychodni, studenci mają realny kontakt z pacjentami, pracują zarówno z dorosłymi jak i z dziećmi. Spotykają się z ich prawdziwymi problemami zdrowotnymi. Pod czujnym okiem profesjonalistów czynnie uczestniczą w diagnozowaniu pacjenta, wykonują zabiegi pielęgnacyjne i lecznicze, prowadzą dokumentację medyczną. Można powiedzieć, że jest to dla studentów pierwszy sprawdzian, który często decyduje o tym czy będą dalej kontynuować naukę, czy też nie. Po to, żeby być dobrą pielęgniarką czy pielęgniarzem nie wystarczy tylko ukończenie studiów i zdobycie dyplomu, trzeba mieć odpowiednie predyspozycje psychiczne i fizyczne, a przede wszystkim osobowość ukształtowaną na kręgosłupie moralnym. Wielką radością napawa mnie fakt, że młodzież mimo wszystko garnie się jeszcze do tego jakże pięknego i bardzo potrzebnego a zarazem ogromnie odpowiedzialnego i trudnego zawodu.

– Oprócz wykształcenia medycznego ma Pani również wykształcenie pedagogiczne – specjalność promocja zdrowia. Jak można promować zdrowie?

– Żeby zacząć rozmowę o promocji, czyli wzmacnianiu zdrowia trzeba przytoczyć powiedzenie, które mówi, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Kluczem do ukształtowania zdrowego ciała i ducha jest zrozumienie, że nasze zdrowie jest w naszych rękach. W promowaniu zdrowego stylu życia najważniejsza jest zmiana świadomości społecznej. Trzeba przekonać ludzi do zdrowego odżywiania, porzucenia palenia papierosów, czy nadużywania alkoholu, zachęcenia do aktywności fizycznej. Aktywność fizyczna jest kluczowym elementem prozdrowotnego stylu życia, ponieważ jest biologiczną potrzebą każdego człowieka. Ktoś kiedyś powiedział, że ruch może zastąpić wszystkie lekarstwa, ale żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu. Pewnie coś w tym jest, ponieważ ruch pomaga utrzymać efektywną pracę serca i krążenie krwi, sprzyja prawidłowej przemianie materii, utrzymuje sprawność stawów, ścięgien i mięśni, pozwala odreagować stres i napięcie psychiczne oraz zachować dobre samopoczucie.

– Jest Pani amazonką. Co to znaczy?

– To znaczy, że jestem osobą silną i nie poddaję się. W momencie rozpoznania, pewnie jak większość, szukałam nadziei by na niej budować optymizm. Za wszelką cenę dążyłam do tego, aby utrwalić przekonanie, że rak to niekoniecznie wyrok, że można potem żyć dalej. Teraz wiem, że można dalej żyć, chociaż inaczej, może bardziej świadomie, bardziej dla innych, pewnie po to, by coś po sobie zostawić. Walcząc z chorobą nowotworową poznałam dokładnie funkcjonowanie ochrony zdrowia od strony pacjenta. Z jednej strony zetknęłam się z niedoskonałościami systemu, trudnościami w szybkim zdiagnozowaniu i wdrożeniu leczenia, z drugiej natomiast z ogromnym profesjonalizmem i życzliwością lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników ochrony zdrowia.

– Zdecydowała się Pani kandydować do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego?

– Lubię nowe wyzwania, nie potrafię stać w miejscu, mimo wielu przeciwności losu konsekwentnie realizuję zamierzone cele. Wiem, że tam będę mogła zrobić coś dobrego i pożytecznego. Kandyduję z listy PiS, dlatego, że utożsamiam się z założeniami programowymi tej partii, chociaż nie jestem jej członkiem.

– Co Pani chciałaby zrobić w przyszłym polskim Sejmie? Jakie byłyby Pani priorytety? Jakim sprawom chciałaby się Pani szczególnie poświęcić?

– W przyszłym polskim Sejmie chciałabym zajmować się zagadnieniami, na których się najlepiej znam, z którymi się stykam od prawie 30 lat w swojej pracy zawodowej, czyli sprawami związanymi z ochroną zdrowia. Chciałabym być głosem nie tylko mojej grupy zawodowej, moich koleżanek, polskich pielęgniarek i położnych, ale także innych pracowników medycznych. Chciałabym pracować dla ich dobra, a tym samym dla dobra pacjentów.
Nie ukrywam, że bliska mojemu sercu jest także wieś. Stamtąd pochodzę, tam mieszkam, tam pomagałam rodzicom w pracy na roli. Przykro patrzeć, jak trudna i ciężka praca rolnika jest niedowartościowana, jak wiele przeszkód musi pokonać, żeby sprzedać wyprodukowaną przez siebie, zdrową i dobrą żywność. Na tym „polu” jest też wiele do zrobienia.
Ponadto trzeba zadbać o to, aby szkoły nie były tylko miejscem nauki, ale także środowiskiem kultywującym polskie tradycje i patriotyzm, aby młodzież pamiętała o historii naszego narodu. Na przestrzeni lat wielu naszych rodaków oddało życie w obronie ojczyzny. Wśród nich był też mój dziadek. Zginął w wieku 32 lat. Samolot, którym wracał znad walczącej w powstaniu Warszawy, gdzie dokonał zrzutu zaopatrzenia, broni, żywności, materiałów opatrunkowych, został zestrzelony przez niemiecki myśliwiec i rozbił się niedaleko miasta Szeged na Węgrzech.

źródło: tarnow.extrapolska.pl