Już za dwa tygodnie matura, nie stresujmy maturzystów.

matura1Matura: wspomnienia cenniejsze niż wiedza

Jak co roku matury i dyskusja o systemie nauczania. Jak co roku wysyp teorii jaki związek ma matura i późniejsze studia z realnym rynkiem pracy. Jak co roku żale, pretensje i garść dobrych rad od ludzi, którzy maturę pisali 20-30 lat temu. A mnie naszło na wspomnienia…


Pamiętam te przygotowania do matury… wkuwanie na blachę dat, nazwisk i robienie testów, jeden za drugim. Każdy punkt się liczy, może powtórzy się jakieś pytanie. Trzeba rozszyfrować tok myślenia układającego test. Jest też giełda tematów, niczym u bukmachera próbujemy oszacować prawdopodobieństwo danego tematu czy chociaż epoki literackiej, zakresu dat z historii. Uczymy się „pisania pod klucz”, czyli tak jak chce układający test. Nie ma to nic wspólnego z kreatywnością, realnymi umiejętnościami analitycznymi, czy też sprawdzeniem wiedzy.


Mam swój zestaw odpowiedzi na każdą epokę. Zawsze miałem gadane, umiałem odpowiedzieć na każde pytanie z polskiego, bo tak działał klucz. Dostawałem coś z romantyzmu i już mogłem o tym mówić kwadrans. Nie ma znaczenia, co miał na myśli autor. Mówiłem to, co chciała usłyszeć nauczycielka, a później pisałem to, co chciał przeczytać sprawdzający test. Taka umiejętność przydaje się później w korporacjach. Robi się to, co chce widzieć szef, nawet jeśli to nie ma większego sensu.

Szukam w życiu pierwiastka
Nigdy nie lubiłem matematyki, bo nie była o tym, co mnie interesowało. Nie mieliśmy zadań związanych z ekonomią czy finansami. Próbowano mnie jednak nauczyć jak się oblicza pole każdej figury we wszechświecie, jak obliczać całki, funkcje i układy równań. Zapytałem kiedyś nauczyciela z czego wyciąga się pierwiastek, tak na serio, w życiu codziennym. Nauczyciel nie umiał odpowiedzieć. Pierwiastka nie wyciągnąłem do dziś, z niczego.

Z fizyki wszystkie sprawdziany pisał za mnie kolega, dzisiaj wybitny archeolog. Z chemii nie jestem pewien jak zdałem. Mam jednak w szufladzie na pamiątkę klucz do sali, w której dostałem najwięcej jedynek właśnie z tego przedmiotu.

Nie zrozumcie mnie źle, logiczne i analityczne myślenie to skarb, którego powinniśmy uczyć się od najmłodszych lat. Tę umiejętność uzyskałem dopiero ucząc się dziennikarstwa finansowego, a nie całek. W ekonomii wszystko z czegoś wynika i ma jakieś skutki. Żeby zrozumieć niejeden model biznesowy trzeba wykazać się analizą idąca znacznie dalej niż szkolne zadania. Jednak to nie ekonomii uczymy się w szkole. Chyba, że pisał o niej Mickiewicz. 

Tak na marginesie, dziennikarstwa finansowego uczył mnie redaktor z tytułem magistra historii. Do dzisiaj czytam regularnie jego teksty, bo to klasa sama w sobie. 

Znam więcej czasów niż Anglicy
Od najmłodszych lat byłem przekonany, że nawet jeśli wyjdę ze szkoły jako matematyczny bałwan, to nadrobię słowem pisanym i znajomością języków obcych. Maturę z angielskiego napisałem rewelacyjnie, znałem kilkanaście czasów, skomplikowane gramatyczne struktury, rozwiązałem tysiące testów. Uczyłem się też francuskiego, na niemiecki byłem wybitnie odporny. Tut mir leid, trudny to język.

Jakie było moje zdziwienie gdy prowadząc rozmowy w Londynie z przedstawicielami firm z całego świata słyszałem jedynie trzy czasy i dużo słownictwa, którego w szkole nie było. Jakie było moje zdziwienie, że żadna struktura gramatyczna ani staroangielski czas dokonany supertrudny zaprzeszły nie przydał się przy pisaniu umowy i robieniu biznesplanu. Dzisiaj używam 3-4 czasów i ciągle uczę się nowego słownictwa. No i rozmawiam zamiast robić testy. Pewnie nie miałbym takiego wyniku z matury jak kiedyś.

Nigdy nie będę piłkarzem
Podobno jesteśmy coraz mniej sprawni fizycznie, a dzieci nie chcą ćwiczyć na wfie. Pamiętam swój w-f, 9 na 10 razy graliśmy w piłkę nożną. Kiepski ze mnie kopacz, wybierali mnie zawsze na końcu. Po latach odkryłem, że są inne sporty niż nasza narodowa piłka nożna. Zacząłem trenować sporty walki, skończyłem nawet szkołę kaskaderów. Teraz małymi kroczkami uczę się biegać. Marzy mi się kiedyś maraton. Dzisiaj już rozumiem, że nie każdy jest stworzony do gry zespołowej i nie dziwie się, że wiele dzieciaków nie chce ćwiczyć. Sport jest cudowny, ale niech każdy znajdzie coś dla siebie.

Znowu, doprecyzujmy. Uwielbiam piłkę nożną, ale oglądać i kibicować. Nie każde dziecko w tym kraju musi być drugim Lewandowskim. 

Przed maturą było łatwiej

Chociaż to trochę ironiczny tekst, to żadnego okresu w życiu nie wspominam lepiej niż liceum. Zyskałem przyjaciół do grobowej deski, nauczyłem się pracy zespołowej (nie doceniacie wspólnych wagarów), wystąpień publicznych (ściemnianie na polskim), zarządzania (gospodarz klasy, organizacja imprez szkolnych), kreatywności i jeszcze doskonale się przy tym bawiłem. Klepanie testów, aby dostać się na wymarzone studia to jedna z ostatnich rzeczy, jakie dzisiaj wspominam.

W edukacji, podobnie jak na studiach, w pracy i każdej dziedzinie życia obowiązuje zasada, że nic samo do nas nie przyjdzie. Żadna szkoła nie zapewni nam odpowiedniej dla nas edukacji, tak jak żadne studia nie zagwarantują pracy. Nic na siłę. Sami musimy dbać o nasz rozwój, sami musimy chcieć się uczyć i rozwijać. Świat poszedł do przodu i dostęp do wiedzy jest dzisiaj właściwie nieograniczony, tylko nasza roszczeniowa postawa się nie zmieniła. 

Mark Twain mawiał: „Nig­dy nie poz­wo­liłem mo­jej szko­le stanąć na drodze mo­jej edukacji.” Ale tego cytatu pewnie nie zobaczymy na żadnej maturze.

źródło: tomaszjaroszek.pl