Uczniowie zaczynają przerwę świąteczną szybciej niż ich rodzice. Nauczyciele mają się zaopiekować dziećmi

z17680147Q,Czestochowa--dzieci-z-zerowki-przedstawiaja-wielkaPrzerwa wielkanocna zaczyna się już w czwartek, ale jeśli rodzice wyrażą taką chęć, dzieci będą mogły przyjść wtedy do szkoły. – Apeluję do rodziców, by szanowali pracę nauczycieli – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska.

Wiosenna przerwa świąteczna rozpoczyna się 2 kwietnia i trwa do środy 8 kwietnia. Nie ma wtedy lekcji, ale te dni z wyjątkiem Świąt Wielkanocnych nie są dla nauczycieli wolne od pracy. Dyrektor może im wtedy zaplanować pracę – w tym również zajęcia z dziećmi. Jeśli więc rodzice o to poproszą, dzieci będą mogły przyjść do szkoły w czwartek i piątek przed Wielkanocą oraz we wtorek – zaraz po świętach. Nie będą miały lekcji, lecz zajęcia opiekuńczo-wychowawcze, które zwykle oznaczają opiekę szkolnej świetlicy.

Rodzice do pracy, dzieci do szkoły

Zajęcia opiekuńcze to nie jest w szkole nic nowego, prawo oświatowe przewiduje je od dawna, ale wielu rodziców nie zdawało sobie sprawy z tego, że mają do nich prawo. O opiece szkoły w czasie dni wolnych zrobiło się głośno, gdy przed świętami Bożego Narodzenia minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska napisała w ich sprawie list do nauczycieli, rodziców i samorządowców.

Nauczyciele poczuli się nim obrażeni i twierdzili, że zawsze wywiązywali się z tego obowiązku. Próbując załagodzić napięcie, w wigilię na internetowym czacie ministra dziękowała nauczycielom, którzy poszli do pracy. Kiedy jedna z nauczycielek żaliła się, że na dyżur przyszło tylko 18 z 45 zapisanych uczniów, minister odpowiedziała: „Uważa pani, że 18 dzieci, które mają opiekę, to mało?”.

Ile dokładnie dzieci skorzystało z opieki szkół w czasie przerwy zimowej? Tego dokładnie nie wiadomo. Najwięcej pomocy potrzeba było w szkołach podstawowych, gdzie o pomoc prosili rodzice najmłodszych dzieci.

Np. w Zespole Szkół nr 48 na warszawskim Bemowie jednego dnia na zajęcia opiekuńczo-wychowawcze przyszło ok. 40 dzieci – na co dzień w podstawówce jest ich prawie 800. Ale już w poznańskim ZSO nr 2 na Krzesinach w czasie przerwy do szkoły przychodziło nie więcej niż 10 dzieci.

Listu nie będzie, ale…

– Teraz nie będą pisać listów, myślę, że wszyscy już wiedzą, jak powinni się w tym czasie zachować – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska „Wyborczej”. – Wielu rodziców pracuje, gdy dzieci mają już wolne, oczekują wsparcia od szkół i wierzę, że one im ją zapewnią. Zimą to budziło wiele emocji, ale myślę, że wszyscy zgadzamy się co do tego, że to rozwiązanie, które jest potrzebne.

Kluzik-Rostkowska twierdzi, że jest zadowolona z pracy nauczycieli, ma za to apel do rodziców. – Po świętach Bożego Narodzenia docierały do mnie sygnały, że rodzice prosili o opiekę, a potem dzieci nie przychodziły do szkoły. Oczywiście to może się zdarzyć, ale chciałabym zaapelować, by uszanowali pracę nauczycieli, którzy pomagają im w opiece nad dziećmi. Nie zapisujmy dzieci „na zapas”, dajmy znać, jeśli nasze plany się zmienią – mówi ministra.

Źródło: Gazeta Wyborcza