Strażacy oldboje, część 1

aaaByło piękne, ciepłe, słoneczne, europejskie popołudnie. W sielską, europejską atmosferę wdarły się nagle wibrujące dźwięki. Łukaszek był pierwszy przy oknie.
– Straż pożarna! 
– Pożar…! – babcia zbladła i zaczęła biegać po mieszkaniu odłączając wszystko od prądu.
– Nie u nas – uspokajał ją dziadek, ale babcia nadal sprawdzała, czy aby w mieszkaniu nie ma źródła ognia. A Łukaszek wraz ze swoim tatą  udali się przed blok.
Wyszli na parking akurat w samą porą aby być świadkami brawurowego manewru. Lśniący, wielki czerwony wóz strażacki wziął z fantazją zakręt przy wjeździe pod blok i skasował lusterka wsteczne wszystkich pojazdów stojących po lewej stronie wjazdu, które wyleciały w górę pięknym łukiem. Tata Łukaszka przypomniał sobie, że też tam czasami parkował i zrobiło mu się gorąco.
Wóz strażacki zatrzymał się koło nich, z okna wychylił się kierowca. Siwy jak gołąbek staruszek w uniformie strażaka.
– Pfeprafam, fy to blok numer fafnaście? – spytał.
– Rozumiesz coś z tego? – Tata Łukaszka spojrzał bezradnie na syna. Łukaszek pokręcił przecząco głową.
– Cholera, zębów nie wziąłem, ty pytaj – strażak kierowca spojrzał wgłąb szoferki. Otwarły się drzwi z drugiej strony kabiny i na stopnie wyszedł drugi strażak. Też staruszek.
– Czytobloknumerdziewiętnaście?!!! – zakrzyknął dziarsko.
– Nie, to kawałek dalej – odparł tata Łukaszka.
– He?!!! – odkrzyknął drugi strażak.
– Kawałek dalej!
– He?!!!
– Kawałek!!! Dalej!!!
– He?!!! – drugi strażak zwinął dłoń w trąbkę i przystawił do ucha. – Synku, mów głośniej, aparat mi nie chwyta z tak daleka!!!
– Tyle to ja jusz szam szłyszałem! – zawołał radośnie strażak kierowca i ruszył z tzw. kopyta. Drugi strażak, który trzymał się tylko jedną ręką, przegrał z przyspieszeniem leciwego już wozu i odpadł ze stopni z lekkim okrzykiem. Upadł na trawnik i – co za szczęście! – znalazł hydrant. Uderzył w niego głową, szczęśliwie obutą w hełm.
Wóz strażacki ruszył dalej i zatrzymał się pod blokiem wielką dziewiętnastką na ścianie.
– Pfeprafam, fy to blok numer fafnaście?!! – rozdarł się kierowca do gromadzącej się gawiedzi. Z braku odpowiedzi wysiadł i założył okulary, po czym zaczął wodzić wzrokiem po ścianie budynku.
– idziemy – zadecydował tata Łukaszka, a zachwyconemu Łukaszkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. 
– Blok numer dziewiętnasty to tutaj – poinformował tata Łukaszka strażaka kierowcę.
– Widzę – odparł poirytowany strażak kierowca i spojrzał na nich przez okulary o szkłach grubości denek szklanek do whisky.
Z wozu strażackiego powoli wysiadała reszta ekipy. Też wszyscy siwi i wiekowi.
– Wezwali nas, żeby zdjąć kota z balkonu – wyjaśnił strażak kierowca.
– O Jezu – jęknął tata Łukaszka, który miał złe przeczucie.
– Ale czad! – zawołał zachwycony Łukaszek

Autor: Brixen

Źródło: http://brixen.salon24.pl/