Sekunda, która wstrząśnie internetem

zegar-sennik-zegarek-w-zegarku-zegarze-i-senniku30 czerwca doba zostanie wydłużona o jedną sekundę. Tak na początku stycznia zdecydowała międzynarodowa służba, która monitoruje obroty Ziemi. Eksperci przewidują kłopoty, bo ta nadprogramowa sekunda może zawiesić systemy komputerowe i serwery internetowe. Szykuje się międzynarodowa awantura.

Amerykanie apelują, by nie grzebać w rachubie czasu, Polska ich wspiera, ale inne zdanie mają m.in. Brytyjczycy i Niemcy. Na jesiennym spotkaniu Międzynarodowej Unii Telekomunikacyjnej szykuje się wielka kłótnia o przyszłość tego typu korekt czasu.

Ale na razie wszyscy szykują się do ogłoszonej już operacji wydłużenia czasu o sekundę, która nastąpi dokładnie 30 czerwca tuż przed północą według czasu uniwersalnego UTC. Ostatnia minuta tego dnia będzie liczyła nie 60 sekund, jak każda porządna minuta, lecz 61 sekund. Po godz. 23:59:59 nie nastąpi jak zwykle 24:00:00, lecz zegary wymierzą jeszcze jedną sekundę 23:59:60.

Dla nas, ludzi, to niezauważalna zmiana, ale komputery, które wszystkie operacje synchronizują z dokładnością do dziesiątych części sekundy, mogą to zrozumieć opacznie albo w ogóle nie zrozumieć i zgłupieć. Już kilka razy w przeszłości tak się stało. Po co więc w ogóle to się robi?

Dlaczego wprowadza się dodatkową sekundę?

Wszystko zaczęło się w chwili, gdy w roku 1967 r. świat zrezygnował z astronomicznej jednostki czasu, powiązanej z pozornym ruchem Słońca na niebie. Od tamtej pory czas mierzą zegary atomowe. Sekunda jest definiowana jako czas trwania 9 192 631 770 drgań promieniowania atomu cezu-133. Wcześniej doba, godzina i sekunda były wyznaczane przez okres, jaki upływa między kolejnymi południami (najwyższymi położeniami Słońca na niebie).

Ale wprowadzenie atomowej jednostki czasu nie oznaczało zupełnego „rozwodu” z czasem astronomicznym.

W 1972 wprowadzono bowiem „uniwersalny czas koordynowany” (w angielskim skrócie: UTC), który jest wprawdzie odmierzany przez zegary atomowe, ale co jakiś czas ręcznie korygowany – tak żeby różnica między nim a czasem słonecznym nigdy nie była większa niż 0,9 sekundy.

Co to oznacza? Jeśli Ziemia przyspieszy obroty, to odejmuje się dodatkową sekundę, a jeśli zwolni – dodaje. Przypomina to dodawanie dodatkowego „przestępnego” dnia co kilka lat w naszym kalendarzu, ale jest to bardziej nieprzewidywalne. Na tempo wirowania naszego globu wpływa bowiem mnóstwo przypadkowych czynników – np. trzęsienia ziemi, po których dochodzi do przemieszczenia się wielkich mas w skorupie ziemskiej.

Przez ostatnie pół wieku Ziemia generalnie zwalniała, więc od 1972 roku sztucznie dodano już 25 „przestępnych sekund” (ostatnia taka korekta nastąpiła w 2012 roku). Decyduje o tym specjalna instytucja zwana Międzynarodową Służbą Ruchu Obrotowego Ziemi i Systemów Odniesienia (IERS).

Wydawać by się mogło, że taka sekunda to niewielki dodatek. Kto by to zauważył?

Źródło: www.wyborcza.pl